Siedziałam w autobusie, wpatrując się sennie w widok za oknem. Oparłam czoło o szybę i próbowałam dostrzec coś interesującego w lesie, przez który właśnie przejeżdżaliśmy. Z moich słuchawek sączył sie jakiś kawałek The Fray, uniemożliwiając mi skutecznie zaśnięcie.
Poranna kawa niewiele dała, jednak bez niej pewnie drzemałabym teraz na siedzeniu. Telefon zawibrował cicho, wyrywając mnie z zamyśleń.
Od: Olly <3
Dłuuugo jeszcze? ;d ja tu zasypiam, ta ławka jest taka wygodna...Zaśmiałam się cicho, nie zwracając jednak niczyjej uwagi, bo większość była w podobnym stanie.
Do: Olly <3
Minutka ;** =)Odpisałam szybko i wyprostowałam się, ziewając. Właśnie minęliśmy ostatni zakręt i pojazd zatrzymał się przed szkołą. Zobaczyłam Olivera leżącego na ławce z półprzymkniętymi oczami. Słysząc odgłos silnika, uniósł głowę i leniwie zaczął wstawać. Wysiadłam, gdy tylko zmniejszył się tłok i przekroczyłam bramkę żwawym krokiem.
Mój przyjaciel zgarnął mnie w swoje ramiona, uśmiechając się szeroko.
-Udusisz mnie.- jęknęłam po chwili.
-Uh, sorki.- zamruczał przy moim uchu, odsuwając się.
Ruszyliśmy w stronę budynku liceum, a on uśmiechał się nadal, choć prawie zasypiał na stojąco.
-Skąd ta radość?- zachichotałam, szturchając go łokciem w żebra.
-Em... Nie wiem.- spuścił głowę, czerwieniąc się.
-Jasne.- uderzyłam go lekko w ramię. Nadal nie udzielił mi odpowiedzi, więc porzuciłam temat.
Było dosyć chłodno jak na początek września, ale słońce powoli dawało o sobie znać. Przygładziłam swoją kraciastą koszulę, gdy pokonaliśmy główne wejście. Skierowaliśmy się od razu do naszych szafek, które znajdowały się obok siebie. Były wyjątkowo duże jak na liceum w małym miasteczku, pokryte ciemnozieloną farbą.
-Co masz pierwsze?- zapytał Oliver, otwierając zamek.
-Geometria.- westchnęłam, sprawdzając plan lekcji, wyjęty przed chwilą z kieszeni spodni.
-To się dobrze składa, bo ja też.- zamruczał chłopak, wyjmując potrzebne mu książki.
Zamknęliśmy szafki i ruszyliśmy pod klasę 202.
-Wiesz, że mamy nowego nauczyciela?- zapytał mój przyjaciel wesołym tonem.
-Nie, nie wiem. Myślałam, że jest ich wystarczająco...- wzruszyłam ramionami.
-Ten staruch McGee odszedł.- uśmiechnął się szeroko.
-Szkoda, lubiłam go.- stwierdziłam.- I nie powinieneś obrażać starszych.- dodałam, widząc zdziwienie na jego twarzy.
-On się na mnie uwziął! Nienawidził mnie!- pisnął brunet.
-Bo gadałeś na każdej lekcji.- zaśmiałam się.
-To nie powód, żeby obniżać mi ocenę na koniec.- burknął.- W każdym bądź razie teraz historii będzie nas uczył pan Powell.- wyjaśnił, pokrywając się rumieńcem.
-A więc o to chodziło.- powiedziałam, kiedy wszystko ułożyło mi się w głowie.- Mam dziś historie na ostatniej lekcji.- poruszyłam znacząco brwiami, drażniąc się z nim.
-Serio? Ja też.- zaskoczył mnie.
-Mhm.- skinęłam głową.
Korytarze były jeszcze puste, jednak pod naszą klasą siedział jakiś chłopak.
Miał spuszczoną głowę, a oczy półprzymknięte, pochłaniał muzykę ze swoich słuchawek. Czarna grzywka wystawała spod kaptura jego szarej bluzy. Kiwał rytmicznie nogą, stukając cicho o kafelki kolorowym trampkiem.
Oliver już chwycił mnie za nadgarstek, by pociągnąć w stronę nieznajomego, jednak ktoś go ubiegł.
-Nina! Olly!- usłyszeliśmy głos Grace, roznoszący się po opustoszałym korytarzu.
Odwróciliśmy się mechanicznie w jej stronę, czekając aż do nas dołączy. Podbiegła powoli, szczerząc się niemożliwie szeroko.
-Co wy wszyscy tacy szczęśliwi dzisiaj?! Przecież to pierwszy dzień szkoły...- oburzyłam się, zakładając ręce na piersi.
-Wyglądasz zabawnie, gdy tak robisz.- zachichotała ciemna blondynka, a po chwili dołączył do niej Oliver, kiwając zgodnie głową.
-Uh, nieważne... Ale o co chodzi?- ponagliłam ją ruchem ręki.
-Mamy nowego nauczyciela!- pisnęła, klaszcząc w ręce.
-Jest bardziej pewne, niż oczywiste, że jest gejem.- prychnął brunet.
-Że co?- rzuciłyśmy w tym samym czasie, odwracając wzrok w jego stronę.
-Mam radar, wiem to. Jest gejem.- wzruszył ramionami chłopak.- Nie masz szans, Grace.- dodał po chwili, już ciszej.
-Chyba żartujesz.- zaśmiała się ironicznie, zaciskając usta.
-Jest aż tak przystojny?- uniosłam brwi w zdziwieniu.
-Jest NIEZIEMSKI!- zaszczebiotała radośnie Grace.- Wpadłam na niego "niechcący", kiedy wychodził z sekretariatu.- pochwaliła się, robiąc w powietrzu cudzysłów.
-Eeejj!- jęknął zielonooki, szturchając jej ramię i piorunując wzrokiem.
-On. Nie. Jest. Gejem. Zrozum, Oliver.- wywróciła oczami dziewczyna.
-Dobra, przestańcie już.- pokręciłam głową, nie rozumiejąc dlaczego kłócą się o coś takiego.
-Nie waż się go tknąć.- burknął jeszcze Oliver.
-Mam z nim historię na ostatniej lekcji.- zaśmiała się triumfalnie.
-Ty też?!- zawołaliśmy jednocześnie.
►Zack◄
Szczerze to już denerwowała mnie ta szkoła. Myślałem, że jeżeli przyjdę wcześniej, to nie będzie tu nikogo- trochę spokoju dla mnie, bo w domu nadal panowało zamieszanie. Cała ta sprawa z przeprowadzką i w ogóle...
Już kilka minut po tym jak usiadłem pod klasą, usłyszałem piski i niedaleko mnie rozpoczęła się kłótnia o jakiegoś nauczyciela.
Pokręciłem głową z dezaprobatą i wstałem, odchodząc w stronę swojej szafki.
Wyjąłem z niej dobrze ukrytą paczkę papierosów, kiedy wyczułem ten zapach. Wrzuciłem ją z powrotem na miejsce i zamknąłem blaszane drzwiczki. Zaciągnąłem się głęboko powietrzem, unosząc podbródek i zatrzymałem je w płucach. Woń była wyraźna, składała się z kilku części: korzennej, leśnej, tytoniowej i coś na podobieństwo mocnej, czarnej kawy. Ktokolwiek tak pachniał, zbliżał się do mnie, zacząłem nawet słyszeć jego kroki. Tak, to z pewnością był mężczyzna.
Wszedł przez duże przeszklone drzwi z dwoma innymi, byli ubrani podobnie. Cała trójka miała na sobie ciemnoczerwone baseballówki z czarnymi, skórzanymi rękawami i jeansy w różnych odcieniach niebieskiego.
Ten, który najbardziej pachniał lasem szedł w środku, a gdy mnie zobaczył stanął raptownie w miejscu. Koledzy spojrzeli na niego niepewnie, a on tylko machnął im ręką, by szli dalej, a sam nie ruszył się z miejsca.
Do ciemnego blondyna widocznie dotarł właśnie mój zapach. Ja "wykryłem" go, a on mnie. Mierzyliśmy się przez chwilę spojrzeniami, zanim znalazł się obok szafek.
-Nowy.- mruknął, bardziej stwierdzając, niż zadając pytanie. Kiwnąłem głową powoli, przypatrując mu się ostrożnie. Scenka jak z National Geographic- dwa wilki nieufnie podchodzą do siebie, w pełnej gotowości do ataku, czekając na choćby jeden fałszywy ruch drugiego.
-Nie przyjechałem tu walczyć.- oznajmiłem po chwili, gdy był metr ode mnie. Chłopak wyprostował się odrobinę i wlepił we mnie swoje ciekawskie, ciemne oczy.
-W takim razie po co?- prychnął, przechylając lekko głowę.
-Zmiana miejsca zamieszkania, po prostu.- wzruszyłem ramionami, rozluźniając się trochę, kiedy wyczułem, że jego nastrój się zmienił.- Jestem Zachary Ney, Zack.- przedstawiłem się, wyciągając do niego dłoń.
-Patrick Raleigh, miło mi.- rzucił, zaciskając mocno swoje palce na moich.
-I vice versa.- kiwnąłem.
Uśmiechnął się lekko, co odwzajemniłem. Pierwsza sensowna osoba, którą tu spotkałem. Być może dlatego, że byliśmy podobni? Wydawał mi się okay, bo nie należy do świata ludzi całkowicie?
-Chcesz dołączyć do naszej watahy?- zapyta cicho.
-Nie wiem co na to ojciec, ale rozważę twoją propozycję.- powiedziałem szczerze, opierając się ramieniem o zimny metal.
-To twoja szafka?- spytał, unosząc kąciki ust.
-Em, tak...- przytaknąłem.
-Ciekawy numer.- zachichotał nisko.
"666". No bardzo zabawne...
-Taa...- pokręciłem głową, nie dowierzając. Zbieg okoliczności.
-Co masz pierwsze?- zapytał Patrick.
-Geometria.- westchnąłem, krzywiąc się lekko. Byłem do kitu z tymi wszystkimi figurami, były cholernie nudne.
-Ja mam literaturę angielską, to jeszcze gorzej...- jęknął chłopak. Zaśmiałem się cicho.- To powodzenia z panną Tucker, nawet dobra z niej laska, trochę przed trzydziestką.- mrugnął do mnie i odszedł.
Stałem tak jeszcze chwilę jak debil, po czym zerknąłem na zegarek. Za piętnaście minut zaczynały się lekcje, a korytarze nie były przepełnione. Tutejsi uczniowie najwyraźniej mieli w zwyczaju przychodzenie na pięć minut przed dzwonkiem. A jeśli chodzi o dzwonek, to mam nadzieję, że będzie znośny i nie popękają mi od niego bębenki.
Ruszyłem w stronę klasy i zacisnąłem nerwowo zęby. Czułem się jak zwierze w nieznanej mu okolicy, pośród mnóstwa drapieżników, które tylko obserwowały mnie i wypatrywały najsłabszych punktów, czekając aż się potknę, a wtedy ruszą do ataku.
Kilka spojrzeń przesunęło się po moim ciele, ale nie okazałem strachu, choć wewnątrz zacząłem panikować.
To nie było moje miejsce, moim domem był las.
Scenka jak z' National Wild 'powinno być :D Fajny rozdzial,no...
OdpowiedzUsuńZack nie ogląda i nie wie, no... ;(
Usuń