wtorek, 9 września 2014

Rozdział 01

►Nina◄
Siedziałam w autobusie, wpatrując się sennie w widok za oknem. Oparłam czoło o szybę i próbowałam dostrzec coś interesującego w lesie, przez który właśnie przejeżdżaliśmy. Z moich słuchawek sączył sie jakiś kawałek The Fray, uniemożliwiając mi skutecznie zaśnięcie.
Poranna kawa niewiele dała, jednak bez niej pewnie drzemałabym teraz na siedzeniu. Telefon zawibrował cicho, wyrywając mnie z zamyśleń.
Od: Olly <3    
Dłuuugo jeszcze? ;d ja tu zasypiam, ta ławka jest taka wygodna...
Zaśmiałam się cicho, nie zwracając jednak niczyjej uwagi, bo większość była w podobnym stanie.
Do: Olly <3
Minutka ;** =)
Odpisałam szybko i wyprostowałam się, ziewając. Właśnie minęliśmy ostatni zakręt i pojazd zatrzymał się przed szkołą. Zobaczyłam Olivera leżącego na ławce z półprzymkniętymi oczami. Słysząc odgłos silnika, uniósł głowę i leniwie zaczął wstawać. Wysiadłam, gdy tylko zmniejszył się tłok i przekroczyłam bramkę żwawym krokiem.
Mój przyjaciel zgarnął mnie w swoje ramiona, uśmiechając się szeroko.
-Udusisz mnie.- jęknęłam po chwili.
-Uh, sorki.- zamruczał przy moim uchu, odsuwając się.
Ruszyliśmy w stronę budynku liceum, a on uśmiechał się nadal, choć prawie zasypiał na stojąco.
-Skąd ta radość?- zachichotałam, szturchając go łokciem w żebra.
 -Em... Nie wiem.- spuścił głowę, czerwieniąc się.
-Jasne.- uderzyłam go lekko w ramię. Nadal nie udzielił mi odpowiedzi, więc porzuciłam temat.
Było dosyć chłodno jak na początek września, ale słońce powoli dawało o sobie znać. Przygładziłam swoją kraciastą koszulę, gdy pokonaliśmy główne wejście. Skierowaliśmy się od razu do naszych szafek, które znajdowały się obok siebie. Były wyjątkowo duże jak na liceum w małym miasteczku, pokryte ciemnozieloną farbą.
-Co masz pierwsze?- zapytał Oliver, otwierając zamek.
-Geometria.- westchnęłam, sprawdzając plan lekcji, wyjęty przed chwilą z kieszeni spodni.
-To się dobrze składa, bo ja też.- zamruczał chłopak, wyjmując potrzebne mu książki.
Zamknęliśmy szafki i ruszyliśmy pod klasę 202.
-Wiesz, że mamy nowego nauczyciela?- zapytał mój przyjaciel wesołym tonem.
-Nie, nie wiem. Myślałam, że jest ich wystarczająco...- wzruszyłam ramionami.
-Ten staruch McGee odszedł.- uśmiechnął się szeroko.
-Szkoda, lubiłam go.- stwierdziłam.- I nie powinieneś obrażać starszych.- dodałam, widząc zdziwienie na jego twarzy.
-On się na mnie uwziął! Nienawidził mnie!- pisnął brunet.
-Bo gadałeś na każdej lekcji.- zaśmiałam się.
-To nie powód, żeby obniżać mi ocenę na koniec.- burknął.- W każdym bądź razie teraz historii będzie nas uczył pan Powell.- wyjaśnił, pokrywając się rumieńcem.
-A więc o to chodziło.- powiedziałam, kiedy wszystko ułożyło mi się w głowie.- Mam dziś historie na ostatniej lekcji.- poruszyłam znacząco brwiami, drażniąc się z nim.
-Serio? Ja też.- zaskoczył mnie.
-Mhm.- skinęłam głową.
Korytarze były jeszcze puste, jednak pod naszą klasą siedział jakiś chłopak.
Miał spuszczoną głowę, a oczy półprzymknięte, pochłaniał muzykę ze swoich słuchawek. Czarna grzywka wystawała spod kaptura jego szarej bluzy. Kiwał rytmicznie nogą, stukając cicho o kafelki kolorowym trampkiem.
Oliver już chwycił mnie za nadgarstek, by pociągnąć w stronę nieznajomego, jednak ktoś go ubiegł.
-Nina! Olly!- usłyszeliśmy głos Grace, roznoszący się po opustoszałym korytarzu.
Odwróciliśmy się mechanicznie w jej stronę, czekając aż do nas dołączy. Podbiegła powoli, szczerząc się niemożliwie szeroko.
-Co wy wszyscy tacy szczęśliwi dzisiaj?! Przecież to pierwszy dzień szkoły...- oburzyłam się, zakładając ręce na piersi.
-Wyglądasz zabawnie, gdy tak robisz.- zachichotała ciemna blondynka, a po chwili dołączył do niej Oliver, kiwając zgodnie głową.
-Uh, nieważne... Ale o co chodzi?- ponagliłam ją ruchem ręki.
-Mamy nowego nauczyciela!- pisnęła, klaszcząc w ręce.
-Jest bardziej pewne, niż oczywiste, że jest gejem.- prychnął brunet.
-Że co?- rzuciłyśmy w tym samym czasie, odwracając wzrok w jego stronę.
-Mam radar, wiem to. Jest gejem.- wzruszył ramionami chłopak.- Nie masz szans, Grace.- dodał po chwili, już ciszej.
-Chyba żartujesz.- zaśmiała się ironicznie, zaciskając usta.
-Jest aż tak przystojny?- uniosłam brwi w zdziwieniu.
-Jest NIEZIEMSKI!- zaszczebiotała radośnie Grace.- Wpadłam na niego "niechcący", kiedy wychodził z sekretariatu.- pochwaliła się, robiąc w powietrzu cudzysłów.
-Eeejj!- jęknął zielonooki, szturchając jej ramię i piorunując wzrokiem.
-On. Nie. Jest. Gejem. Zrozum, Oliver.- wywróciła oczami dziewczyna.
-Dobra, przestańcie już.- pokręciłam głową, nie rozumiejąc dlaczego kłócą się o coś takiego.
-Nie waż się go tknąć.- burknął jeszcze Oliver.
-Mam z nim historię na ostatniej lekcji.- zaśmiała się triumfalnie.
-Ty też?!- zawołaliśmy jednocześnie.
►Zack◄
Szczerze to już denerwowała mnie ta szkoła. Myślałem, że jeżeli przyjdę wcześniej, to nie będzie tu nikogo- trochę spokoju dla mnie, bo w domu nadal panowało zamieszanie. Cała ta sprawa z przeprowadzką i w ogóle...
Już kilka minut po tym jak usiadłem pod klasą, usłyszałem piski i niedaleko mnie rozpoczęła się kłótnia o jakiegoś nauczyciela.
Pokręciłem głową z dezaprobatą i wstałem, odchodząc w stronę swojej szafki.
Wyjąłem z niej dobrze ukrytą paczkę papierosów, kiedy wyczułem ten zapach. Wrzuciłem ją z powrotem na miejsce i zamknąłem blaszane drzwiczki. Zaciągnąłem się głęboko powietrzem, unosząc podbródek  i zatrzymałem je w płucach. Woń była wyraźna, składała się z kilku części: korzennej, leśnej, tytoniowej i coś na podobieństwo mocnej, czarnej kawy. Ktokolwiek tak pachniał, zbliżał się do mnie, zacząłem nawet słyszeć jego kroki. Tak, to z pewnością był mężczyzna.
Wszedł przez duże przeszklone drzwi z dwoma innymi, byli ubrani podobnie. Cała trójka miała na sobie ciemnoczerwone baseballówki z czarnymi, skórzanymi rękawami i jeansy w różnych odcieniach niebieskiego.
Ten, który najbardziej pachniał lasem szedł w środku, a gdy mnie zobaczył stanął raptownie w miejscu. Koledzy spojrzeli na niego niepewnie, a on tylko machnął im ręką, by szli dalej, a sam nie ruszył się z miejsca.
Do ciemnego blondyna widocznie dotarł właśnie mój zapach. Ja "wykryłem" go, a on mnie. Mierzyliśmy się przez chwilę spojrzeniami, zanim znalazł się obok szafek.
-Nowy.- mruknął, bardziej stwierdzając, niż zadając pytanie. Kiwnąłem głową powoli, przypatrując mu się ostrożnie. Scenka jak z National Geographic- dwa wilki nieufnie podchodzą do siebie, w pełnej gotowości do ataku, czekając na choćby jeden fałszywy ruch drugiego.
-Nie przyjechałem tu walczyć.- oznajmiłem po chwili, gdy był metr ode mnie. Chłopak wyprostował się odrobinę i wlepił we mnie swoje ciekawskie, ciemne oczy.
-W takim razie po co?- prychnął, przechylając lekko głowę.
-Zmiana miejsca zamieszkania, po prostu.- wzruszyłem ramionami, rozluźniając się trochę, kiedy wyczułem, że jego nastrój się zmienił.- Jestem Zachary Ney, Zack.- przedstawiłem się, wyciągając do niego dłoń.
-Patrick Raleigh, miło mi.- rzucił, zaciskając mocno swoje palce na moich.
-I vice versa.- kiwnąłem.
Uśmiechnął się lekko, co odwzajemniłem. Pierwsza sensowna osoba, którą tu spotkałem. Być może dlatego, że byliśmy podobni? Wydawał mi się okay, bo nie należy do świata ludzi całkowicie?
-Chcesz dołączyć do naszej watahy?- zapyta cicho.
-Nie wiem co na to ojciec, ale rozważę twoją propozycję.- powiedziałem szczerze, opierając się ramieniem o zimny metal.
-To twoja szafka?- spytał, unosząc kąciki ust.
-Em, tak...- przytaknąłem.
-Ciekawy numer.- zachichotał nisko.
"666". No bardzo zabawne...
-Taa...- pokręciłem głową, nie dowierzając. Zbieg okoliczności.
-Co masz pierwsze?- zapytał Patrick.
-Geometria.- westchnąłem, krzywiąc się lekko. Byłem do kitu z tymi wszystkimi figurami, były cholernie nudne.
-Ja mam literaturę angielską, to jeszcze gorzej...- jęknął chłopak. Zaśmiałem się cicho.- To powodzenia z panną Tucker, nawet dobra z niej laska, trochę przed trzydziestką.- mrugnął do mnie i odszedł.
Stałem tak jeszcze chwilę jak debil, po czym zerknąłem na zegarek. Za piętnaście minut zaczynały się lekcje, a korytarze nie były przepełnione. Tutejsi uczniowie najwyraźniej mieli w zwyczaju przychodzenie na pięć minut przed dzwonkiem. A jeśli chodzi o dzwonek, to mam nadzieję, że będzie znośny i nie popękają mi od niego bębenki.
Ruszyłem w stronę klasy i zacisnąłem nerwowo zęby. Czułem się jak zwierze w nieznanej mu okolicy, pośród mnóstwa drapieżników, które tylko obserwowały mnie i wypatrywały najsłabszych punktów, czekając aż się potknę, a wtedy ruszą do ataku.
Kilka spojrzeń przesunęło się po moim ciele, ale nie okazałem strachu, choć wewnątrz zacząłem panikować.
To nie było moje miejsce, moim domem był las.




2 komentarze:

  1. Scenka jak z' National Wild 'powinno być :D Fajny rozdzial,no...

    OdpowiedzUsuń