czwartek, 11 września 2014

Rozdział 02

►Zack◄
Aż do dzwonka nie podszedłem do ludzi, z którymi miałem mieć zaraz lekcję. Rozbrzmiał w moich uszach mocno, lecz dało się to wytrzymać, nie był piskliwy, tak jak w poprzedniej szkole. Wszedłem do klasy za sporą grupką uczniów i usiadłem na wolnym miejscu z tyłu pomieszczenia.
-Witam was wszystkich!- przywitała się długonoga szatynka, wchodząc do klasy. Patrick miał rację, była ładna, choć on nie użył tego określenia. Miała bardzo obcisłą, szarą spódnicę i białą koszulę z marszczeniami przy szyi. Wyglądała zarazem młodo i elegancko, ale ja postanowiłem rozejrzeć się za dziewczyna w moim wieku.
Niestety żadna z nowych "koleżanek" nie wyróżniała się niczym szczególnym.
-Jest z nami nowy uczeń.- powiedziała nagle nauczycielka, zyskując moją uwagę.- Zachary Ney.- przeczytała z dziennika, a z jej amerykańskim akcentem zabrzmiało to dość zabawnie. Ludzie odwrócili się w moją stronę i posłali różnorodne spojrzenia.
Kilka dziewczyn zachichotało cicho i szybko zajęły poprzednią pozycję, niektórzy byli dość obojętni, ale zdarzyły się również mniej przyjaźnie nastawione osoby. Jedną z nich był blondyn w typie sportowca, zmierzył mnie wzrokiem, próbując przestraszyć, a ja musiałem powstrzymywać się od śmiania.
Po chwili rozległo się pukanie do drzwi i weszły przez nie dwie osoby- lokaty brunet i niebieskooka dziewczyna.
Z niewiadomych powodów moje serce przyspieszyło w klatce piersiowej, co chciałem natychmiast naprawić, jednak nie wiedziałem jak.
-Pierwszy dzień w szkole, pierwsza lekcja i od razu spóźnieni?- szatynka wstała zza pokaźnych rozmiarów biurka i uniosła ręce załamana.
-Przepraszamy.- wymruczał niskim głosem chłopak, prawdopodobnie chcąc wpłynąć swoja barwą głosu na nauczycielkę. Bezsprzecznie mu się udało, bo tamta tylko machnęła ręką i westchnęła głośno. Usiedli razem w wolnej ławce i poczułem dziwne ukłucie w płucach. Coś było nie tak, wcześniej mi się to nie zdarzało, okropne uczucie.
Chichotali przez chwilę, a ja zauważyłem, że się gapię- co nie zdarza mi się często. Coś cholernie było nie tak.
Poczułem jak ciepło rozlewa się po całym moim ciele, a to dlatego, że ona się odwróciła i nasze oczy na chwile się spotkały. Nie byłem pewien czy to przez ten dziwny stan, ale wydawało mi się, że posłała mi uśmiech. Co się do kurwy nędzy stało?!
Nie jestem jakąś głupia nastolatką, muszę się z tego otrząsnąć.
Zmarszczyłem czoło i ściągnąłem brwi w złości, wlepiając spojrzenie w zamknięty zeszyt.
Do końca lekcji powstrzymywałem się od spoglądania w jej stronę.
►Oliver◄
Z rozbawieniem gapiłem się na rozmarzoną minę Niny i bawiłem się jej palcami. Pomimo, że zostało jeszcze czterdzieści minut do końca długiej przerwy, to przy naszym stoliku nikt nie jadł. Ja ledwo siedziałem w miejscu, bo za pieprzone czterdzieści minut zaczynała się lekcja z Powellem, Nina żywiła się teraz miłością, Grace postanowiła schudnąć (pomimo naszych zapewnień, że nie ma ku temu powodów), a Shannon nawet nie dotykała tutejszego jedzenia.
-Myślisz, że mam u niego szansę?- wyszeptała moja przyjaciółka, pochylając się nad moim uchem.
-Masz szansę u każdego.- uśmiechnąłem się ciepło.
-Nieprawda, u ciebie nigdy nie miałam.- wytknęła mi szybko.
-Dla ciebie mógłbym zmienić orientację, Słońce.- zaśmiałem się i cmoknąłem ją w policzek.
-Jeju, już zazdroszczę Powellowi.- puściła mi oczko. Gorąco wpłynęło na moją twarz i szybko spuściłem głowę.
-Taa...- burknąłem pod nosem.
Nowy stał od pięciu minut przy wejściu na stołówkę razem z Patrickiem- kapitanem drużyny footballowej. Szeptali coś, lustrując od czasu do czasu wszystkie stoliki i zatrzymując się dłuższą chwilę na naszym.
Wierciłem się z tego powodu, niepewnie unosząc wzrok znad blatu.
-Coś nie tak?- zapytała Grace, obserwują mnie z tymi swoimi opiekuńczymi oczami.
-N-nie, ze mną w porządku.- zapewniłem ją cicho.
Kiwnęła głową i nie drążyła tematu. Patrick zawsze budził we mnie strach.
~
Zanim się obejrzałem, siedzieliśmy już w klasie historycznej i czekaliśmy na Powella, który spóźniał się już chwilę.
Gdy wszedł do środka, zaparło mi dech w piersiach.
-Cholera.- szepnąłem, a Nina uśmiechnęła się lekko.
Szatyn trochę wyższy ode mnie stanął przy biurku i zlustrował nas, oceniając.
-Dzień dobry, jestem tutaj nowy, nazywam się William Powell, teraz to ja będę was uczył historii. Mam nadzieję, że nasza współpraca będzie udana.- powiedział na jednym oddechu, unosząc podbródek nonszalancko.- Nie myślcie, że niewielka różnica wieku pomiędzy nami coś zmienia...- dodał po chwili, słysząc śmiechy z końca klasy. Nie wiem jak udało mi się to zrobić, ale uprosiłem Ninę, by usiadła ze mną w pierwszej ławce. Może to magiczne słowa, powtarzane przez ostatnie dziesięć minut coś dało? Ewentualnie był to mój urok osobisty...
Byłem tak blisko niego, jezu, był jeszcze cudowniejszy, niż wtedy, gdy widziałem go rano.
Usiadł przy biurku i otworzył dziennik.
Wyczytywał po kolei wszystkie osoby, a one unosiły rękę i mówiły kilka słów o sobie. Moje serce dudniło szybko, przede mną były tylko cztery osoby, a ja nie miałem pojęcia co powiedzieć.
-Oliver Brooks.- przeczytał, a ja zaczerwieniłem się wściekle i powoli podniosłem dłoń.- Powiedz coś o sobie.- powiedział, lekko się uśmiechając.
-Emm, ja... yy...- jąkałem. Klasa zaczęła się śmiać, a ja spuściłem głowę, wlepiając wzrok w swoje palce i bawiąc się nimi nerwowo.
-Coś nie tak?- usłyszałem głos nauczyciela i natychmiast na niego spojrzałem.
-N-nie, ja tylko... Lubię historię.- wydukałem kłopotliwie.
-Oh, naprawdę?- zmrużył oczy podejrzliwie.- A skąd to zainteresowanie tym przedmiotem?- zapytał, pochylając się lekko w przód.
-Nie wiem.- mruknąłem, tonąc w jego turkusowych tęczówkach.
-To zastanów się i powiesz mi po lekcji.- szepnął cicho i przeszedł dalej.
Zamurowało mnie i dopiero, gdy Nina szturchnęła mnie w ramię wypadłem z transu i otworzyłem zeszyt.
-Mogę otworzyć okno, panie Powell?- usłyszałem z tyłu klasy głos Patricka.
-Tak, oczywiście.- zezwolił szatyn oschle, obserwując jak tamten wstaje i podchodzi do szyby.
Chłopak wrócił do ławki i... kiedy zdążył się tak zakumplować z tym nowym? Patrzyli na siebie porozumiewawczo i z odrazą obserwowali Powella. Co z nimi było nie tak?
~
Dzwonek obwieścił koniec lekcji. Przeszła mnie fala gorąca, gdy ostatnie osoby wychodziły z pomieszczenia, a ja nadal stałem przy biurku na miękkich nogach.
Przełknąłem ciężko ślinę i odwróciłem się przodem do szatyna, który siedział nadal za biurkiem.
-Wiesz już dlaczego lubisz historię, Oliver?- puścił mi oczko, odchylając się do tyłu na fotelu biurowym.
-Em... Nie bardzo.- powiedziałem cicho. Zapewne Nina czekała na mnie przy szafce i nie chciałem przedłużać, ale to był ON i moje nogi nie pozwalały mi odejść.
Mężczyzna wstał powoli i podszedł do mnie, a potem...
Znalazłem się na korytarzu przy swojej szafce.
Rozejrzałem się wokół i poczułem ból w okolicy serca. Co do cholery?!
-Słuchasz mnie, Oliver?- odezwała się Nina.- Musiałam na ciebie czekać pół godziny, co się stało?- ściągnęła brwi.
-Nie wiem.- wybełkotałem.

wtorek, 9 września 2014

Rozdział 01

►Nina◄
Siedziałam w autobusie, wpatrując się sennie w widok za oknem. Oparłam czoło o szybę i próbowałam dostrzec coś interesującego w lesie, przez który właśnie przejeżdżaliśmy. Z moich słuchawek sączył sie jakiś kawałek The Fray, uniemożliwiając mi skutecznie zaśnięcie.
Poranna kawa niewiele dała, jednak bez niej pewnie drzemałabym teraz na siedzeniu. Telefon zawibrował cicho, wyrywając mnie z zamyśleń.
Od: Olly <3    
Dłuuugo jeszcze? ;d ja tu zasypiam, ta ławka jest taka wygodna...
Zaśmiałam się cicho, nie zwracając jednak niczyjej uwagi, bo większość była w podobnym stanie.
Do: Olly <3
Minutka ;** =)
Odpisałam szybko i wyprostowałam się, ziewając. Właśnie minęliśmy ostatni zakręt i pojazd zatrzymał się przed szkołą. Zobaczyłam Olivera leżącego na ławce z półprzymkniętymi oczami. Słysząc odgłos silnika, uniósł głowę i leniwie zaczął wstawać. Wysiadłam, gdy tylko zmniejszył się tłok i przekroczyłam bramkę żwawym krokiem.
Mój przyjaciel zgarnął mnie w swoje ramiona, uśmiechając się szeroko.
-Udusisz mnie.- jęknęłam po chwili.
-Uh, sorki.- zamruczał przy moim uchu, odsuwając się.
Ruszyliśmy w stronę budynku liceum, a on uśmiechał się nadal, choć prawie zasypiał na stojąco.
-Skąd ta radość?- zachichotałam, szturchając go łokciem w żebra.
 -Em... Nie wiem.- spuścił głowę, czerwieniąc się.
-Jasne.- uderzyłam go lekko w ramię. Nadal nie udzielił mi odpowiedzi, więc porzuciłam temat.
Było dosyć chłodno jak na początek września, ale słońce powoli dawało o sobie znać. Przygładziłam swoją kraciastą koszulę, gdy pokonaliśmy główne wejście. Skierowaliśmy się od razu do naszych szafek, które znajdowały się obok siebie. Były wyjątkowo duże jak na liceum w małym miasteczku, pokryte ciemnozieloną farbą.
-Co masz pierwsze?- zapytał Oliver, otwierając zamek.
-Geometria.- westchnęłam, sprawdzając plan lekcji, wyjęty przed chwilą z kieszeni spodni.
-To się dobrze składa, bo ja też.- zamruczał chłopak, wyjmując potrzebne mu książki.
Zamknęliśmy szafki i ruszyliśmy pod klasę 202.
-Wiesz, że mamy nowego nauczyciela?- zapytał mój przyjaciel wesołym tonem.
-Nie, nie wiem. Myślałam, że jest ich wystarczająco...- wzruszyłam ramionami.
-Ten staruch McGee odszedł.- uśmiechnął się szeroko.
-Szkoda, lubiłam go.- stwierdziłam.- I nie powinieneś obrażać starszych.- dodałam, widząc zdziwienie na jego twarzy.
-On się na mnie uwziął! Nienawidził mnie!- pisnął brunet.
-Bo gadałeś na każdej lekcji.- zaśmiałam się.
-To nie powód, żeby obniżać mi ocenę na koniec.- burknął.- W każdym bądź razie teraz historii będzie nas uczył pan Powell.- wyjaśnił, pokrywając się rumieńcem.
-A więc o to chodziło.- powiedziałam, kiedy wszystko ułożyło mi się w głowie.- Mam dziś historie na ostatniej lekcji.- poruszyłam znacząco brwiami, drażniąc się z nim.
-Serio? Ja też.- zaskoczył mnie.
-Mhm.- skinęłam głową.
Korytarze były jeszcze puste, jednak pod naszą klasą siedział jakiś chłopak.
Miał spuszczoną głowę, a oczy półprzymknięte, pochłaniał muzykę ze swoich słuchawek. Czarna grzywka wystawała spod kaptura jego szarej bluzy. Kiwał rytmicznie nogą, stukając cicho o kafelki kolorowym trampkiem.
Oliver już chwycił mnie za nadgarstek, by pociągnąć w stronę nieznajomego, jednak ktoś go ubiegł.
-Nina! Olly!- usłyszeliśmy głos Grace, roznoszący się po opustoszałym korytarzu.
Odwróciliśmy się mechanicznie w jej stronę, czekając aż do nas dołączy. Podbiegła powoli, szczerząc się niemożliwie szeroko.
-Co wy wszyscy tacy szczęśliwi dzisiaj?! Przecież to pierwszy dzień szkoły...- oburzyłam się, zakładając ręce na piersi.
-Wyglądasz zabawnie, gdy tak robisz.- zachichotała ciemna blondynka, a po chwili dołączył do niej Oliver, kiwając zgodnie głową.
-Uh, nieważne... Ale o co chodzi?- ponagliłam ją ruchem ręki.
-Mamy nowego nauczyciela!- pisnęła, klaszcząc w ręce.
-Jest bardziej pewne, niż oczywiste, że jest gejem.- prychnął brunet.
-Że co?- rzuciłyśmy w tym samym czasie, odwracając wzrok w jego stronę.
-Mam radar, wiem to. Jest gejem.- wzruszył ramionami chłopak.- Nie masz szans, Grace.- dodał po chwili, już ciszej.
-Chyba żartujesz.- zaśmiała się ironicznie, zaciskając usta.
-Jest aż tak przystojny?- uniosłam brwi w zdziwieniu.
-Jest NIEZIEMSKI!- zaszczebiotała radośnie Grace.- Wpadłam na niego "niechcący", kiedy wychodził z sekretariatu.- pochwaliła się, robiąc w powietrzu cudzysłów.
-Eeejj!- jęknął zielonooki, szturchając jej ramię i piorunując wzrokiem.
-On. Nie. Jest. Gejem. Zrozum, Oliver.- wywróciła oczami dziewczyna.
-Dobra, przestańcie już.- pokręciłam głową, nie rozumiejąc dlaczego kłócą się o coś takiego.
-Nie waż się go tknąć.- burknął jeszcze Oliver.
-Mam z nim historię na ostatniej lekcji.- zaśmiała się triumfalnie.
-Ty też?!- zawołaliśmy jednocześnie.
►Zack◄
Szczerze to już denerwowała mnie ta szkoła. Myślałem, że jeżeli przyjdę wcześniej, to nie będzie tu nikogo- trochę spokoju dla mnie, bo w domu nadal panowało zamieszanie. Cała ta sprawa z przeprowadzką i w ogóle...
Już kilka minut po tym jak usiadłem pod klasą, usłyszałem piski i niedaleko mnie rozpoczęła się kłótnia o jakiegoś nauczyciela.
Pokręciłem głową z dezaprobatą i wstałem, odchodząc w stronę swojej szafki.
Wyjąłem z niej dobrze ukrytą paczkę papierosów, kiedy wyczułem ten zapach. Wrzuciłem ją z powrotem na miejsce i zamknąłem blaszane drzwiczki. Zaciągnąłem się głęboko powietrzem, unosząc podbródek  i zatrzymałem je w płucach. Woń była wyraźna, składała się z kilku części: korzennej, leśnej, tytoniowej i coś na podobieństwo mocnej, czarnej kawy. Ktokolwiek tak pachniał, zbliżał się do mnie, zacząłem nawet słyszeć jego kroki. Tak, to z pewnością był mężczyzna.
Wszedł przez duże przeszklone drzwi z dwoma innymi, byli ubrani podobnie. Cała trójka miała na sobie ciemnoczerwone baseballówki z czarnymi, skórzanymi rękawami i jeansy w różnych odcieniach niebieskiego.
Ten, który najbardziej pachniał lasem szedł w środku, a gdy mnie zobaczył stanął raptownie w miejscu. Koledzy spojrzeli na niego niepewnie, a on tylko machnął im ręką, by szli dalej, a sam nie ruszył się z miejsca.
Do ciemnego blondyna widocznie dotarł właśnie mój zapach. Ja "wykryłem" go, a on mnie. Mierzyliśmy się przez chwilę spojrzeniami, zanim znalazł się obok szafek.
-Nowy.- mruknął, bardziej stwierdzając, niż zadając pytanie. Kiwnąłem głową powoli, przypatrując mu się ostrożnie. Scenka jak z National Geographic- dwa wilki nieufnie podchodzą do siebie, w pełnej gotowości do ataku, czekając na choćby jeden fałszywy ruch drugiego.
-Nie przyjechałem tu walczyć.- oznajmiłem po chwili, gdy był metr ode mnie. Chłopak wyprostował się odrobinę i wlepił we mnie swoje ciekawskie, ciemne oczy.
-W takim razie po co?- prychnął, przechylając lekko głowę.
-Zmiana miejsca zamieszkania, po prostu.- wzruszyłem ramionami, rozluźniając się trochę, kiedy wyczułem, że jego nastrój się zmienił.- Jestem Zachary Ney, Zack.- przedstawiłem się, wyciągając do niego dłoń.
-Patrick Raleigh, miło mi.- rzucił, zaciskając mocno swoje palce na moich.
-I vice versa.- kiwnąłem.
Uśmiechnął się lekko, co odwzajemniłem. Pierwsza sensowna osoba, którą tu spotkałem. Być może dlatego, że byliśmy podobni? Wydawał mi się okay, bo nie należy do świata ludzi całkowicie?
-Chcesz dołączyć do naszej watahy?- zapyta cicho.
-Nie wiem co na to ojciec, ale rozważę twoją propozycję.- powiedziałem szczerze, opierając się ramieniem o zimny metal.
-To twoja szafka?- spytał, unosząc kąciki ust.
-Em, tak...- przytaknąłem.
-Ciekawy numer.- zachichotał nisko.
"666". No bardzo zabawne...
-Taa...- pokręciłem głową, nie dowierzając. Zbieg okoliczności.
-Co masz pierwsze?- zapytał Patrick.
-Geometria.- westchnąłem, krzywiąc się lekko. Byłem do kitu z tymi wszystkimi figurami, były cholernie nudne.
-Ja mam literaturę angielską, to jeszcze gorzej...- jęknął chłopak. Zaśmiałem się cicho.- To powodzenia z panną Tucker, nawet dobra z niej laska, trochę przed trzydziestką.- mrugnął do mnie i odszedł.
Stałem tak jeszcze chwilę jak debil, po czym zerknąłem na zegarek. Za piętnaście minut zaczynały się lekcje, a korytarze nie były przepełnione. Tutejsi uczniowie najwyraźniej mieli w zwyczaju przychodzenie na pięć minut przed dzwonkiem. A jeśli chodzi o dzwonek, to mam nadzieję, że będzie znośny i nie popękają mi od niego bębenki.
Ruszyłem w stronę klasy i zacisnąłem nerwowo zęby. Czułem się jak zwierze w nieznanej mu okolicy, pośród mnóstwa drapieżników, które tylko obserwowały mnie i wypatrywały najsłabszych punktów, czekając aż się potknę, a wtedy ruszą do ataku.
Kilka spojrzeń przesunęło się po moim ciele, ale nie okazałem strachu, choć wewnątrz zacząłem panikować.
To nie było moje miejsce, moim domem był las.